Bronimy lokalnej przychodni!

Nie pozwól zabrać sobie bezpłatną opiekę zdrowotną! Dołącz do mieszkańców - podpisz apel i pomóż ją ocalić.

Obejrzyj reportaż!

25:03

© 2025 Ratujmy Przychodnię. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Bronimy lokalnej przychodni!

Nie pozwól zabrać sobie bezpłatną opiekę zdrowotną! Dołącz do mieszkańców - podpisz apel i pomóż ją ocalić.

Obejrzyj reportaż!

25:03

© 2025 Ratujmy Przychodnię. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wielka mobilizacja sąsiedzka w obronie Naszej Przychodni

Wielka mobilizacja sąsiedzka w obronie Naszej Przychodni

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Blog Image

To nie jest zwykły spór o najem lokalu. Na osiedlu Złotego Wieku 23 ważą się losy wspólnoty budowanej od 1972 roku.

Podczas gdy Zarząd Spółdzielni milczy, a urzędnicy operują „współczynnikami”, mieszkańcy mówią wprost: „Czujemy się oszukani”. Oto zapis walki o przychodnię, która dla tysięcy ludzi jest czymś więcej niż placówką medyczną.

Zobowiązaniem, które dalej jest w mocy Przychodnia na osiedlu Złotego Wieku działa od listopada 1972 roku. Dla najstarszych mieszkańców budynek ten ma znaczenie symboliczne, wynikające z obietnic składanych u progu istnienia osiedla.

Dr Jadwiga Oracz-Smolana, pediatra pracująca tu od pierwszego dnia, przywołuje tamto zobowiązanie:

Pamiętam, że spółdzielnia mieszkaniowa mówiła, że budynek na przychodnię jest prezentem dla mieszkańców Osiedli Tysiąclecia i Złotego Wieku”.

Od 2000 roku opiekę w tym miejscu sprawuje spółka Apex 2000, która jest bezpośrednią kontynuacją dawnej Przychodni Rejonowej nr 8. Dr Oracz-Smolana podkreśla ciągłość tej misji:

„Stosujemy profilaktykę i leczenie już kilku pokoleń. Dawni nasi mali pacjenci są już dorośli i zgłaszają się do nas ze swoimi dziećmi, a nawet z wnukami”.

Nasza Przychodnia to coś więcej niż usługi medyczne. Dla pacjentów relacja z lekarzem z os. Złotego Wieku wykracza poza ramy standardowej usługi medycznej. Anna Trela, pacjentka od 40 lat, mówi o tej więzi wprost:

„To jest jakby układ wręcz małżeński, bo trwa rzeczywiście bardzo długo. (...) Tutaj człowiek nie jest incognito. Po prostu lekarz rozpoznaje człowieka, od razu bierze go, że tak powiem, ogarnia go wiedzą”.

Ewa Jóźwik, związana z placówką od ponad pół wieku, wspomina, jak dr Regina Mikosz pomogła jej synowi uniknąć szpitala:

„Pani doktor rozpisywała mi podawanie leków na godziny. Tak że prowadziłam specjalny zeszyt, gdzie wpisywałam i syropy i hormony”.

Poczucie wspólnoty budowały sytuacje nadzwyczajne, jak te przytoczone przez Agnieszkę Reszkę:

„Niejednokrotnie zdarzało się też tak, że jeżeli już było po godzinach pracy, jak byłam dzieckiem, bo byłam bardzo chorowitym dzieckiem, to mój tata na motorze panią doktor przywoził. To nie jest jedyna taka wielopokoleniowa historia tej przychodni (...) Żadnej pomocy nigdy nie miałam, że tak powiem, odmówionej. Zawsze byłam przyjęta, nawet jak przyjeżdżałam po godzinach pracy do pani doktor Mikosz, to dziecko, jeżeli miało gorączkę, czy ja się źle czułam, to pani doktor nas zawsze przyjmowała”.

Zarządowi Spółdzielni mieszkańcy zarzucają przedmiotowe traktowanie. Stefania Olech, pacjentka od 1972 roku, czuje się pominięta:

„Nie miałam żadnych wiadomości ze spółdzielni. (...) dlaczego spółdzielnia po prostu nas okłamuje. No kłamie. (...) Chciałabym, żeby jednak spółdzielnia zastanowiła się, żeby nas poinformować i porozmawiać z nami”.

Osiedla Złotego Wieku i Tysiąclecia to miejsca, gdzie dominują seniorzy. Choć wiceprezydent Mazur zapewnia o zachowaniu „współczynników opieki”, dr Konrad Dziobek ucina tę argumentację, mówiąc, że „Współczynnikami ludzi się nie leczy”. Pacjenci obawiają się realiów panujących w innych placówkach. Agnieszka Reszka ostrzega:

„Sytuacja wygląda tak, że żeby zarejestrować się do lekarza pierwszego kontaktu, to trzeba albo z wyprzedzeniem dwutygodniowym się rejestrować, że tak powiem, na zeszyt, albo stać od godziny czwartej rano i są tylko dwa bloczki do rejestracji”.

Spółdzielnia unika dialogu w sprawie Naszej Przychodni

Radna Eliza Dydyńska-Czesak wskazuje na brak transparentności ze strony władz spółdzielni:

„We wrześniu tego roku przewodniczący naszego klubu Kraków dla Mieszkańców zwrócił się z pismem do spółdzielni. Czekaliśmy 2 tygodnie, nie dostaliśmy od spółdzielni żadnej informacji”.

Kontrowersje budzi fakt, że spółdzielnia wypowiedziała umowę lekarzom z Apex 2000, ale nie podjęła takich kroków wobec pielęgniarek środowiskowych. Grażyna Rogozińska, kierownik NZOZ Pielęgniarka, zapytana, czy spółdzielnia postanowiła ich usunąć, odpowiada krótko i dosadnie:

„Nie”.

W tle konfliktu pozostaje kwestia bezpłatnego dla Pacjentek gabinetu ginekologicznego na NFZ, na który zarząd Spółdzielni nie wyraził zgody, planując komercyjną rehabilitację na 1. piętrze w budynku… bez windy. Warto także dodać, że Apex, mimo podwyżek czynszu, nie jest zadłużony.

Mieszkańcy boją się deweloperów

Lokalizacja przychodni na atrakcyjnej działce przy Plantach Mistrzejowickich budzi lęk przed zmianą przeznaczenia terenu. Radny Michał Drewnicki relacjonuje obawy mieszkańców:

„Mieszkańcy obawiają się, że to takie dość nagłe w ich mniemaniu działanie spółdzielni może spowodować, że lekarz, do którego chodzili tyle lat, nagle przestanie leczyć. (...) obawiają się, że tak naprawdę tutaj są jakieś animozje, być może personalne, być może spółdzielnia czy też władze spółdzielni (...) chcą zainstalować jakiś inny podmiot leczniczy”.

Koniec pewnej epoki

Usunięcie Apexu oznacza odejście najbardziej doświadczonych lekarzy. Wraz z nimi zniknie unikalna wiedza przekazywana młodszym medykom, takim jak dr Nina Skalska, która od starszych

koleżanek uczy się metod leczenia seniorów, niewpisanych w podręczniki terapii. Usunięcie obecnego zespołu medycznego to nie tylko zmiana szyldu na drzwiach. To ryzyko bezpowrotnej utraty ludzi, którzy stanowią o sile tego miejsca. Dr Jadwiga Oracz-Smolana stawia sprawę jasno:

„Nie wyobrażam sobie pracy dla innej firmy, w tej samej przychodni. To jest firma, z którą jestem związana tyle lat i nie sądzę, żebym po 50 iluś latach pracy chciała ją zmienić”.

Wraz z odejściem nestorów zagrożona jest sztafeta pokoleń. Młodsza kadra, reprezentowana przez dr Ninę Skalską, podkreśla, że to tutaj uczy się sposobów leczenia seniorów, których nie znajdzie w żadnym podręczniku. To unikalny „kod genetyczny” przychodni, którego nie da się odtworzyć w nowej strukturze.

Mieszkańcy biją na alarm i wierzą, że opór ma sens!

Mimo trudnej sytuacji, wśród pacjentów i lekarzy nie dominuje rezygnacja, lecz mobilizacja. Nadzieję na przełom daje postawa takich osób jak Anna Trela, która mimo braku wcześniejszych konsultacji, wciąż widzi przestrzeń do porozumienia:

„Ja głęboko wierzę w to, że dialog jest możliwy, że głosy tych ludzi, którzy dzisiaj tutaj przyszli do lekarza (...) i usłyszeli o tym, że dzieją się takie rzeczy i oni mówią tak o tej przychodni, jak mówię ja, że to dotrze do ludzi, którzy są decydentami i wezmą pod uwagę, że to jest miejsce ważne dla ludzi”.

Również Stefania Olech apeluje o powrót do rozmów:

„Chciałabym, żeby jednak spółdzielnia zastanowiła się, żeby nas poinformować i porozmawiać z nami, bo po prostu to jest niemożliwe, żeby spółdzielnia działała w ten sposób, że za wszystkich nas decyduje”.

Sytuacja wokół Apex 2000 to coś więcej niż spór prawny o lokal. To test dla nas wszystkich – czy jako wspólnota potrafimy obronić wartości, które budowaliśmy przez ponad pół wieku?

Likwidacja tej przychodni byłaby jak wycięcie 50-letniego dębu, by w jego miejscu zasadzić karłowaty krzewik. Na urzędniczej mapie „funkcja” może i zostałaby odhaczona, ale w jego cieniu nikt już nie znalazłby prawdziwego schronienia przed słońcem.

Jednak dopóki trwa opór mieszkańców, dopóki setki osób podpisują petycje, a radni domagają się odpowiedzi – sprawa nie jest przesądzona. Historia Mistrzejowic pokazuje, że siła sąsiedzkiej solidarności potrafi zatrzymać nawet najbardziej niezrozumiałe decyzje urzędników.

Dr Regina Mikosz przypomina o fundamentalnej etyce współżycia:

„To jest tak, jakby starzy powiedzieli: nie uchodzi, nie wypada tak zrobić. To jest po prostu dla mnie nie do przyjęcia”.

A my dodajemy: jeszcze nie jest za późno, by postąpić właściwie. Los przychodni zależy dziś od zaangażowania każdego z nas, bo jak apeluje dr Konrad Dziobek:

„Nie pozwólcie, żeby nas wyrzucono, ponieważ jak przyjdzie nawet jakiś nowy, inny podmiot, to rzadko się zdarza w dzisiejszych czasach w ochronie zdrowia, żeby nowy podmiot był lepszy od tego starego. Z reguły to są zmiany na gorsze, a my chcemy dalej, dobrze, sprawnie leczyć naszych pacjentów i chcemy się rozwijać dla państwa. Prosimy o pomoc”.